czwartek, 6 maja 2010

Dlaczego nie mogę spojrzeć w lustro?

Coraz częściej możemy się spotkać z takim nurtującym pytaniem w naszej szkole, gdy po lekcji wychowania fizycznego zmęczone dziewczyny chcą poprawić makijaż i się uczesać, czy po prostu spojrzeć w lustro. Tymczasem nie mogą tego zrobić, gdyż go nie ma, więc mogą im pomóc tylko małe kieszonkowe lusterka, ale takie duże lustro jest o wiele lepsze.
Coś trzeba z tym zrobić...przecież nie do pomyślenia jest to, że dziewczyna nie może zwyczajnie poprawić swojego wyglądu po wf., nie ma jak, ponieważ kieszonkowe lusterka są za małe. Po co w ogóle łazienki przy szatniach żeńskich. skoro nie ma tam lustra. Lustro sporo znaczy dla nastolatki. Dlatego warto o tym pomyśleć, bo lustro to sprawa niezbędna w damskiej łazience.

środa, 5 maja 2010

Zimowe wakacje

W te ferie zimowe byłam w Zakopanem. Z reguły w wolne dni korzystam ze śniegu i jeżdżę na nartach. W tym roku było inaczej. Prawie w ogóle nie chciało mi się jeździć. Robiłam ciekawsze rzeczy.

Zima w górach jest piękna. Non stop wędrowałam i podziwiałam piękno przyrody. Głownie doliny, Chochołowską, Białego, Strążyską.

Może zacznę od Doliny Chochołowskiej. Po pierwsze jest piękna i bardzo długa. Do schroniska, w jedną stronę jest aż dziewięć kilometrów.
Nam to nie przeszkadzało, do doliny poszłam z siostrą i babcią. Pomimo mrozu i długiej drogi nie zrezygnowałyśmy ze spaceru.

Wyruszyłyśmy około jedenastej. Miałyśmy wielkie szczęście, gdyż była piękna pogoda. Widziałyśmy wszystkie góry. Na trasie było też dużo innych turystów( korzystali z pięknej pogody).
Podczas wędrówki oglądałyśmy niesamowite widoki(nigdy nie byłam w dolinie, jak jest słońce): zamarznięte wodospady, drzewa przysypane śniegowym puchem, aktywne potoki i strumienie. Było także dużo kuligów(biedne konie:)
Kiedy doszłyśmy do schroniska, była druga po południu. Byłyśmy odrobinę zmęczone, ale bardzo głodne. Zjadłyśmy, odpoczęłyśmy i obeszłyśmy schronisko. Po trzeciej zaczęłyśmy wracać. Po drodze odwiedziłyśmy kapliczkę, gdzie według legendy brał ślub Janosik. W drodze powrotnej było więcej widoków, ponieważ zachodziło powoli słońce i wszystko było tak pięknie oświetlone. Około piątej byłyśmy już przy parkingu. Zmarzłyśmy, zbliżał się wieczór.
I tak zakończyła się nasza wędrówka po Dolinie Chochołowskiej.

Kolejną, była Dolina Strążyska.

Dzień się zaczął normalnie. Wstałyśmy, babcia postanowiła, że zrobimy sobie spacer.
Tak jak poprzednio wyruszyłyśmy około jedenastej. Tym razem dziadek nas nie musiał podwozić, bo z naszego hotelu było dwadzieścia minut do parkingu przy wejściu na trasę. Przed dwunastą byłyśmy już na trasie. Nie było tam wielu turystów, gdyż ta dolina jest o wiele mniejsza od Doliny Chochołowskiej.
Zaczęłyśmy iść drogą pod Reglami. Stamtąd było widać trasę narciarską i Zakopane.
Droga była bardzo wąska i śliska, no ale przez pół godziny doszłyśmy do kasy biletowej przy wejściu do Doliny Kościeliskiej, gdzie było już więcej ludzi, nawet wycieczka szkolna.
Kupiłyśmy bilety i weszłyśmy na trasę. Do schroniska była godzina drogi.
Widoki w tej dolinie były zupełnie inne niż w Chochołowskiej. Nie było widać tylu szczytów, ponieważ las był bardzo wysoki. I tak było cudownie. Zamarznięte wodospady. Po oblodzonej skale wspinał się jakiś mężczyzna, oczywiście z zabezpieczeniem.
Po godzinie byłyśmy już w schronisku albo raczej przy. Schronisko było bardzo małe, ale bardzo przytulne.
Z schroniska było widać góry. Mnie i mojej siostrze spodobały się tak bardzo, że stwierdziłyśmy iż Dolina Strążyska jest najpiękniejsza.
Oczywiście zjadłyśmy, napiłyśmy się gorące czekolady.
Po godzinie zaczęłyśmy wracać. Jak szłyśmy do doliny, to miałyśmy jeszcze później iść do Zakopanego, ale byłyśmy już tak zmarznięte, że zadzwoniłyśmy do dziadka i wróciłyśmy do domu.

Ostatnią była dolina Białego

W tej dolinie miałyśmy najwięcej przygód. Wyszłyśmy o tej samej godzinie co zawsze. Przeszłyśmy drogą pod Reglami, tym razem dłużej, gdyż dolina białego była dalej. Tym razem nie dość, że było zimno, to jeszcze nic nie było widać. No ale poszłyśmy, bo był to nasz ostatni dzień w górach.
Tak jak poprzednio trzeba było trzeba kupić bilety. Kupiłyśmy i poszłyśmy.
Nasze plany były takie, przejść się kawałek doliną i wrócić.
Szłyśmy i szłyśmy. Ta dolina była inna niż pozostałe, bo szło się tak jakby wąwozami, niesamowite widoki. Dolina Białego została tak nazwana nie przez przypadek. Została tak nazwana, gdyż jak się patrzy na strumienie jest takie zjawisko białej wody(spód jest biały)
Szłyśmy już godzinę, kiedy babcia chciała wracać. Od razu się sprzeciwiłyśmy. Chciałyśmy iść dalej, gdyż z Doliny Białego można przejść do Doliny Strążyskiej. Po długich namowach babcia się w końcu zgodziła. No to zaczęłyśmy iść dalej. Im dalej tym ciężej, gdyż droga prowadziła cały czas w górę. Było stromo i ślisko, ale dałyśmy radę. Kiedy weszłyśmy na górę, trzeba było Jeszcze zejść, a droga była węższa, bardziej śliska. Dlatego wszystkie zjeżdżałyśmy w kuckach na butach, aż dojechałyśmy do schroniska. Kiedy je zobaczyłam byłam tak szczęśliwa, że się wzruszyłam. W schronisku zjadłyśmy i zaczęłyśmy wracać.

I tak się skończyły wędrówki po dolinach w tym roku.

J i M C

niedziela, 25 kwietnia 2010

SPRAWA DZIEDZIŃCA

Od jakiegoś czasu zastanawiam się, po co jest ten dziedziniec szkolny, skoro jest on tak naprawdę niedostępny dla uczniów?
Rozmawiałam z wieloma uczniami naszej szkoły i stwierdzili, że przydałoby się takie miejsce w szkole, gdzie byłaby możliwość posiedzenia sobie na ławce, poplotkowania, pomarzenia trochę o zbliżających się wakacjach, czy po prostu zaczerpnięcia trochę świeżego powietrza i uwolnienia się od szkolnej monotonii, bo przecież jest tak piękna pogoda, że aż szkoda siedzieć wciąż w budynku. Najlepszym takim miejscem byłby właśnie dziedziniec szkolny.
Na zewnątrz mogłaby być ochrona i nauczycielski dyżur, żeby później nie okazywało się, że uczniowie uciekają przez niego ze szkoły na przerwach.
W sumie także i boisko powinno być dostępne na przerwach w ciepłe dni, aby można było pograć w siatkę czy kosza, lub posiedzieć sobie pod drzewem w cieniu. Najbardziej chodzi mi jednak o ten dziedziniec.
W wielu warszawskich gimnazjach są właśnie takie miejsca, gdzie podczas przerw można spędzać czas na powietrzu.
Fajnie by było, gdyby coś takiego było również i u nas.

czwartek, 1 kwietnia 2010

Prima Aprilis

Prima Aprilis inaczej Dzień Żartów jest to obyczaj związany z pierwszym dniem kwietnia.
Polega on na robieniu żartów, celowym wprowadzaniu w błąd, konkurowaniu w próbach sprawienia, by inni uwierzyli w coś nieprawdziwego. Tego dnia w wielu mediach pojawiają się różne żartobliwe informacje. W Wielkiej Brytanii nazywany jest Dniem Głupca ("April Fool's Day" lub "All Fool's Day"), a we Francji Dniem Ryby. Zwyczaj ten pochodzi ze starożytnego Rzymu.

Grecy wiążą historię tego dnia z mitem o Demeter i Persefonie. Persefona miała zostać porwana do Hadesu na początku kwietnia. Matka Demeter, szukając jej, kierowała się echem głosu córki, ale echo ją zwiodło.
Chrześcijaństwo wiąże prima aprilis z Judaszem Iskariotą. Miał się on urodzić właśnie pierwszego kwietnia i dlatego dzień ów kojarzył się z kłamstwem, obłudą, fałszem i nieprawdą.
Jednak dziś ludzi kojarzą 1 kwietnia raczej miło. Pomimo wielu dowcipów i żartów śmieją się z siebie nawzajem, nie żywiąc urazy. Sama wiele razy nabierałam rodzinę i przyjaciół na drobne, raczej nieszkodzące rzeczy, sama tez byłam nabierana, jak to osoba kiedyś naiwna.
Prima Aprilis na świecie.
Geneza: W 1235 roku sobór we Francji ustanowił datę 25 marca jako "święto Zwiastowania". Pomimo, iż kalendarzowy 1. dzień nowego roku wypadał 1 stycznia, często, w wielu krajach np. Wielkiej Brytanii to właśnie dzień Zwiastowania NMP obchodzony był jako początek nowego roku. Prezenty noworoczne otrzymywano 1 kwietnia. Zwyczaj ten trwał do połowy szesnastego wieku czyli do reformy kalendarza. Obchodzono go w bardzo podobny sposób jak obecnie z przyjęciami i tańcami.
W roku 1562, papież Grzegorz XIII wprowadził nowy kalendarz dla świata chrześcijańskiego, nowy rok przypadał na pierwszy stycznia. Jednakże, byli ludzie, którzy nie słyszeli lub nie wierzyli w zmianę daty. Nadal obchodzili nowy rok pierwszego kwietnia. Inni w tym dniu robili im kawały i nazywali ich "kwietniowymi głupcami".
W krajach hiszpańskojęzycznych 28 grudnia obchodzony jest Día de los Santos Inocentes jako katolickie święto Dzień Niewiniątek. Jest on okazją do żartów i kawałów, jest odpowiednikiem prima aprilis.
Prima Aprilis w Polsce.
Obyczaj ten dotarł do Polski z Europy Zachodniej przez Niemcy w epoce nowożytnej. Upowszechnił się w Rzeczypospolitej w XVII w., w podobnej formie, w jakiej występuje do dzisiaj. Pierwszy kwietnia poświęcano opowiadaniu zmyślonych historii, robieniu przeróżnych dowcipów i naigrawaniu się z naiwnych, bądź nieostrożnych ludzi. Dzień ten uważano za niepoważny i starano się nie robić w nim żadnych ważnych rzeczy. Przeświadczenie to przeniknęło nawet do najwyższych kręgów państwowych – przykładowo sojusz antyturecki z Leopoldem I Habsburgiem podpisano 1 kwietnia 1683, ale antydatowano go na 31 marca, aby na dokumencie nie widniała data prima aprilis.
Z robieniem psikusów przez dzieci w wieku szkolnym związany był w niektórych regionach także 12 marca – dzień św. Grzegorza, patrona uczących się. Obyczaj ten nosił nazwę gregorianek lub gegołów.

Jednym z większych żartów Prima Aprilis był Jowiszowo-Plutonowy efekt grawitacyjny Patrick’a Moore’a dla stacji radiowej BBC.
1 kwietnia 1976 roku Moore ogłosił na antenie stacji radiowej, iż o godzinie 9:47 nastąpi koniunkcja dwóch planet, Jowisza i Plutona, którego skutki odczuwalne będą na całej Ziemi. Kiedy Pluton schowa się za Jowiszem, obie planety wytworzą niezwykle wielką siłę grawitacyjną, która zmniejszy grawitację ziemską. Jeśli słuchacze skoczyliby o tej godzinie, zaczęliby lewitować. Tuż po 9:47 setki słuchaczy zadzwoniło do radia, aby podzielić się swoimi wrażeniami z zaobserwowanego efektu Jowiszowo-Plutonowego. Wiele osób deklarowało, iż zaobserwowało znaczący spadek w sile grawitacji Ziemi. Jedna z kobiet nawet poinformowała stację, jakoby ona i jedenaścioro znajomych nagle uniosło się nad ziemią z krzesłami i zaczęło fruwać dookoła pokoju. Efekt przedstawiony przez Moore'a szybko został zdemaskowany jako żart prima-aprilisowy.
Jowisz posiada masę o dwa i pół razy większą niż wszystkie pozostałe planety Układu słonecznego razem wzięte, jednak niemożliwe jest by wytwarzana przez niego grawitacja znacząco wpłynęła na odczuwanie siły ciążenia na Ziemi.


A teraz Prima Aprilisowy dowcip…
Przed sądem oskarżony wyjaśnia, dlaczego zabił przechodnia:
- Jadę sobie spokojnie ulicą, nagle jakiś facet zatrzymuje mnie i mówi:
- Dawaj pieniądze!!
- Dlaczego? - pytam groźnie.
- Prima Aprilis!!
To ja mu naplułam w oko i mówię:
- Śmigus Dyngus!!
Wtedy on gasi papierosa na moim czole i mówi:
- Popielec!!
No więc ja go przydusiłem i mówię:
- Zaduszki!!