Poetka minionego stulecia
Agnieszka Osiecka to znana poetka, prozaiczka, autorka spektakli
teatralnych i telewizyjnych, reżyserka filmowa, dziennikarka, przede wszystkim
jednak autorka ponad dwóch tysięcy tekstów piosenek. Urodziła się 9.10.1936 w Warszawie. Jest córką pianisty i kompozytora Wiktora Osieckiego oraz polonistki Marii Osieckiej z domu
Sztechman. Po wojnie rodzina Osieckich zamieszkała na
Saskiej Kępie w prawobrzeżnej dzielnicy Warszawy. To niewielkie mieszkanie
stało się dla Poetki ulubionym miejscem pracy przez całe życie. Tam powstawały najważniejsze utwory. Była on niezwykle uzdolniona, zaliczając program dwóch lat w jeden rok, ukończyła Liceum Ogólnokształcące im. Marii Curie-Skłodowskiej w 1952 roku.
Studia wyższe odbyła na Uniwersytecie Warszawskim na Wydziale Dziennikarskim
w latach 1952-1956 oraz w Wyższej Szkole Teatralnej i Filmowej w Łodzi w latach1957-1961, uzyskując dyplom reżysera etiudą filmową Słoń. Szybko spostrzegła,
że posiada zdolności organizacyjne i umiejętności kierowania dużymi grupami ludzi nie są
jej najsilniejszą stroną. Jednak pragnęła, aby efekt jej twórczości był zależny przede
wszystkim od niej samej. Dlatego tez porzuciła reżyserię i zajęła się pisaniem.
Otrzymała propozycję prowadzenia w Polskim Radiu zespołu pod nazwą Radiowe Studio
Piosenki. Tu poznała wielu muzyków i kompozytorów. W ciągu 7 lat działalności
zespół nagrał i przedstawił w programach Polskiego Radia ponad 500 piosenek,
wprowadzając na profesjonalne estrady późniejsze gwiazdy jak : Ewę Demarczyk, Marylę
Rodowicz, Łucję Prus, Wojciecha Młynarskiego, zespoły Skaldowie i Alibabki,
Marka Grechutę i wiele innych znanych postaci estrady i sceny.
Związki ze Studenckim Teatrem Satyryków na zawsze zaszczepiły w Agnieszce
Osieckiej miłość do sceny. Równolegle do współpracy z Polskim Radiem
autorka tworzyła sztuki i spektakle z piosenkami dla teatrów i telewizji. W
grudniu 1963 roku razem z kompozytorem Adamem Sławińskim zaczęła pisać dla
Teatru Telewizji cykl programów zatytułowany: "Listy śpiewające". Pierwszy
Program to "Byle nie o miłości". Pragnęli oni w Listach opowiedzieć w sposób smutny i śmieszny o trudnościach, z jakimi stykają się ludzie przy próbach osiągnięcia
głębszego porozumienia. Chcieli oni też słowem i muzyką opisać pejzaż
naszej ojczyzny bławatno zielonej. "Listy śpiewające" zostały wyróżnione nagrodą prezesa RTV w 1967 roku.
Jej pierwszy zbiór piosenek "Kolory" został wydany w 1962 roku przez Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza.
Była ona ciekawa życia. Nieustannie poszukiwała inspiracji twórczej, a także dużo podróżowała i prowadziła bogatą korespondencję. Lubiła fotografować. Bała się małej stabilizacji i zapewne, dlatego nigdy jej nie osiągnęła. W 1973 roku ze związku z dziennikarzem Danielem Passentem urodziła jedyną córkę Agatę.
Krajobrazy mazurskie pojawiające się w jej twórczości wiążą się ze szczególną
fascynacją Krainą Wielkich Jezior. W młodzieńczym okresie współpracy z STS-em (Studenckim Teatrem Satyryków) przyjeżdżała wraz z kolegami w rejony odkryte przez K.I. Gałczyńskiego.
Leśniczówka w Praniu i mała wieś Krzyże nad Jeziorem Nidzkim były miejscami,
gdzie wypoczywali i toczyli literackie dyskusje młodzi intelektualiści i aktorzy
spod znaku studenckiej awangardy.
Pod koniec życia znalazła coś, co te czasy zdawało się przywołać ponownie a był to
maleńki teatrzyk Atelier na plaży w Sopocie. Spędzała tam wiele czasu. Pisała
dla niego sztuki i piosenki. Kiedy odeszła, teatrzyk ten przybrał Jej imię.
Pierwszą autorską płytę - "Piosenki Agnieszki Osieckiej" wydały Polskie Nagrania
w 1967 roku. Znalazły się na niej utwory głównie rodem z STS-u. Ostatni,
pięciopłytowy album "Pięć oceanów" wydany przez Polskie Radio przygotowywała,
wybierając starannie najważniejsze dla siebie piosenki. Nie doczekała jego
premiery, ponieważ miale chorobą nowotworową i zmarła 7 marca 1997 roku.
A oto parę nagród i odznaczeń, które dostała Agnieszka Osiecka:
Nagroda Literacka ZAiKS-u , 1963
Nagroda Komitetu ds. RTV za cykl "Listy śpiewające", 1963
Wieniec Laurowy - główna nagroda na Festiwalu Teatrów Małych Form w Sarajewie,
1964 Złota Odznaka ZSP, 1965
Kilkanaście nagród i wyróżnień za piosenki na festiwalach w Opolu
Prometeusz - Nagroda Polskiej Estrady, 1994 Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, 1997, pośmiertnie.
A oto niektóre słynne piosenki Agnieszki Osieckiej:
A ja wolę moją mamę (muz. Maria Jeżowska, wyk. Maria Jeżowska)
Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma (muz. Andrzej Zieliński, wyk. Maryla
Rodowicz, Edyta Górniak)
Jak pięknie jest umierać między gołębiami (muz. Andrzej Zieliński, wyk. Grażyna
Łobaszewska)
Kiedy mi przyjdzie zasnąć na dłużej (muz. Violetta Villas, wyk. Violetta Villas)
Małgośka (muz. Katarzyna Gaertner, wyk. Maryla Rodowicz)
Mój pierwszy bal (muz. Franciszka Leszczyńska, wyk. Kalina Jędrusik)
Jędrusik, Hanna Banaszak, Katarzyna Nosowska)
Na zakręcie (muz. Przemysław Gintrowski, wyk. Krystyna Janda)
Nie ma jak pompa (muz. Jacek Mikuła, wyk. Maryla Rodowicz)
Niech żyje bal (muz. Seweryn Krajewski, wyk. Maryla Rodowicz)
Nim wstanie dzień (muz. Krzysztof Komeda, wyk. Edmund Fetting; do filmu Prawo i
pięść)
Od nocy do nocy (muz. Waldemar Kazanecki, wyk. Halina Kunicka, Edyta Górniak; do
filmu Noce i dnie)
Okularnicy (muz. Jarosław Abramow, wyk. Kazimiera Utrata, Zofia Kucówna, Sława
Przybylska i Tadeusz Łomnicki)
Sing sing (muz. Jacek Mikuła, wyk. Maryla Rodowicz)
Szaloną być (muz. Violetta Villas, wyk. Violetta Villas)
Sztuczny miód (muz. Krzysztof Paszek, wyk. Barbara Krafftówna, Katarzyna
Groniec)
Uciekaj moje serce (muz. i wyk. Seweryn Krajewski – do serialu Jan Serce,
Stanisław Sojka)
Zielono mi (muz. Jan Ptaszyn Wróblewski, wyk. Andrzej Dąbrowski, Katarzyna
Nosowska, Ania Dąbrowska)
czwartek, 12 maja 2011
Centralna Biblioteka Wojskowa
Centralna Biblioteka Wojskowa im. Marszałka Józefa Piłsudskiego znajduje się w Warszawie przy ulicy Ostrobramskiej 109.Funkcjonuje od 1919 roku.
W jej zbiorach znajduje się około 600 tysięcy jednostek bibliotecznych.
W ich skład wchodzi:
- 276 000 druków zwartych;
- 143 000 czasopism polskich i zagranicznych;
- 154 000 zbiorów specjalnych ( starodruków, rękopisów, fotografii, druków ulotnych, map, dokumentów życia wojskowego ).
Dyrektorem CBW jest dr hab. Aleksandra Skrabacz.
Wypożyczanie materiałów jest szybkie i wygodne, ponieważ istnieje możliwość sprawdzenia zasobów bibliotecznych online ( większość z nich można wypożyczać do domu ). Dużym plusem jest również sympatyczna i kompetentna obsługa. Dzięki temu wypożyczanie nie sprawia trudności.
Polecam korzystanie z tej biblioteki. L.J.
W jej zbiorach znajduje się około 600 tysięcy jednostek bibliotecznych.
W ich skład wchodzi:
- 276 000 druków zwartych;
- 143 000 czasopism polskich i zagranicznych;
- 154 000 zbiorów specjalnych ( starodruków, rękopisów, fotografii, druków ulotnych, map, dokumentów życia wojskowego ).
Dyrektorem CBW jest dr hab. Aleksandra Skrabacz.
Wypożyczanie materiałów jest szybkie i wygodne, ponieważ istnieje możliwość sprawdzenia zasobów bibliotecznych online ( większość z nich można wypożyczać do domu ). Dużym plusem jest również sympatyczna i kompetentna obsługa. Dzięki temu wypożyczanie nie sprawia trudności.
Polecam korzystanie z tej biblioteki. L.J.
O historii szkoły.
O historii szkoły.
Nasza szkoła mieści się przy ulicy Abrahama 10. Została otwarta 1 września 1999 roku w budynku byłej Szkoły Posatawowej nr 329. O początku jej istnienia o 2006 roku dyrektorem był pan Apoloniusz Stawicki. Obecnie dyrektorem szkoły jest pani mgr Halina Ostrowska, a wicedyrektorem pani mgr Jolanta Kępka.
Szkoła składa się z pięciu segmentów o łącznej powierzchni użytkowej 7783 m2. 21 czerwca 2002r. mury szkoły opuściło 256 absolwentów, 2003 roku 254, 2004r. - 273, 2005r. - 213.
Obok szkoły znajduje się basen „Wodnik” oraz Klub Kultury Gocław (powstał w 2006 roku).
Roman Józef Abraham urodził się 28 lutego 1891 roku we Lwowie, a zmarł 26 sierpnia 1976 w Warszawie. Był synem profesora prawa Władysława Abrahama i Stanisławy z Resissów. W 1910 roku ukończył gimnazjum OO. Jezuitów w Bąkowicach, a później studiował na Wydziałach Filozofii i Prawa Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Ukończył również Oficerską Szkołę Kawalerii la jednorocznych ochotników. Podczas I wojny światowej służył w armii austro-węgierskiej w 1 Pułku Ułanów Obrony Krajowej, walcząc na froncie francuskim, rosyjskim, rumuńskim, serbskim i włoskim.
Główne bitwy i wojny w których brał udział:
I wojna światowa
wojna polsko-ukraińska
wojna polsko-bolszewicka
II wojna światowa
kompania wrześniowa
obrona Warszawy
bitwa nad Bzurą.
Wstąpił we Lwowie do organizacji Polskie Kadry Wojskowe. Od 1918 roku miał stopień porucznika. Stworzył własny oddział zwany Straceńcami. Straceńcy walczyli z powodzeniem na różnych odcinkach obrony Lwowa: w zdobywaniu dworca, w obronie Persenkówki, w Śródmieściu.
Orlęta Lwowskie to określenie młodych obrońców Lwowa w latach 1918-1920 ( wojna polsko-ukraińska) i 1918-1919 (polsko-bolszewicka). Ponieważ we Lwowie nie było oddziałów wojskowych, to młodzi ludzie musieli walczyć. W skład ochotniczych wojsk polskich wchodzili uczniowie, studenci, robotnicy, urzędnicy, chłopcy i dziewczęta. Walczono najpierw praktycznie gołymi rękami, później - już ze zdobytą bronią. Najmłodsza osoba miała zaledwie 18 lat, a 13-letni Antoni Petrykiewicz został najmłodszym kawalerem Orderu Virtuti Militari.
Nasza szkoła mieści się przy ulicy Abrahama 10. Została otwarta 1 września 1999 roku w budynku byłej Szkoły Posatawowej nr 329. O początku jej istnienia o 2006 roku dyrektorem był pan Apoloniusz Stawicki. Obecnie dyrektorem szkoły jest pani mgr Halina Ostrowska, a wicedyrektorem pani mgr Jolanta Kępka.
Szkoła składa się z pięciu segmentów o łącznej powierzchni użytkowej 7783 m2. 21 czerwca 2002r. mury szkoły opuściło 256 absolwentów, 2003 roku 254, 2004r. - 273, 2005r. - 213.
Obok szkoły znajduje się basen „Wodnik” oraz Klub Kultury Gocław (powstał w 2006 roku).
Roman Józef Abraham urodził się 28 lutego 1891 roku we Lwowie, a zmarł 26 sierpnia 1976 w Warszawie. Był synem profesora prawa Władysława Abrahama i Stanisławy z Resissów. W 1910 roku ukończył gimnazjum OO. Jezuitów w Bąkowicach, a później studiował na Wydziałach Filozofii i Prawa Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Ukończył również Oficerską Szkołę Kawalerii la jednorocznych ochotników. Podczas I wojny światowej służył w armii austro-węgierskiej w 1 Pułku Ułanów Obrony Krajowej, walcząc na froncie francuskim, rosyjskim, rumuńskim, serbskim i włoskim.
Główne bitwy i wojny w których brał udział:
I wojna światowa
wojna polsko-ukraińska
wojna polsko-bolszewicka
II wojna światowa
kompania wrześniowa
obrona Warszawy
bitwa nad Bzurą.
Wstąpił we Lwowie do organizacji Polskie Kadry Wojskowe. Od 1918 roku miał stopień porucznika. Stworzył własny oddział zwany Straceńcami. Straceńcy walczyli z powodzeniem na różnych odcinkach obrony Lwowa: w zdobywaniu dworca, w obronie Persenkówki, w Śródmieściu.
Orlęta Lwowskie to określenie młodych obrońców Lwowa w latach 1918-1920 ( wojna polsko-ukraińska) i 1918-1919 (polsko-bolszewicka). Ponieważ we Lwowie nie było oddziałów wojskowych, to młodzi ludzie musieli walczyć. W skład ochotniczych wojsk polskich wchodzili uczniowie, studenci, robotnicy, urzędnicy, chłopcy i dziewczęta. Walczono najpierw praktycznie gołymi rękami, później - już ze zdobytą bronią. Najmłodsza osoba miała zaledwie 18 lat, a 13-letni Antoni Petrykiewicz został najmłodszym kawalerem Orderu Virtuti Militari.
Dworek grochowski
Dworek grochowski
Dworek, o którym zamierzam napisać, mieści się w dzielnicy Praga Południe, na Grochowie, przy ulicy Grochowskiej 64. Otacza go, przepiękny park im. 13 Września.
Na początku istnienia, dworku, czyli w latach siedemdziesiątych XVIII wieku, była to rezydencja prymasa Polski Michała Poniatowskiego. Na początku budynek był parterowy, ale w późniejszych latach dobudowano jeszcze dwa piętra, przez kolejnego właściciela.
Dworek ten, według legendy, był podczas bitwy grochowskiej, kwatera gen. J. Chłopickiego. W roku 1915, w dworku tym działała polska szkoła, w której Pola Gojawiczynska, uczyła pisać wiersze. 3 lata później znajdował się tam sierociniec. W 1924 obiekt ten wykupił Andrzej Wierzbicki, który to miejsce potem wyremontował. Podczas II wojny światowej, nie został strasznie uszkodzony, jednak został jeszcze raz wyremontowany, ale do chwili obecnej nie przechodził później żadnych restauracji.
Jak już wspomniałam ten obiekt jest w centrum parku, jednak na terenie samego dworku, także jest pełno zieleni. Jest, wiec mnóstwo miejsca do biegania. Korzystają z tego miejsca dzieci, uczęszczające do szkoły muzycznej im. Juliusza Zarębskiego, gdyż właśnie taka szkoła znajduję się w tej chwili na tym terenie. Przechodni, przechodzący przez Kwatery Głównej, mogą dosłyszeć piękne dźwięki wydobywające się z różnych instrumentów.
Dworek, o którym zamierzam napisać, mieści się w dzielnicy Praga Południe, na Grochowie, przy ulicy Grochowskiej 64. Otacza go, przepiękny park im. 13 Września.
Na początku istnienia, dworku, czyli w latach siedemdziesiątych XVIII wieku, była to rezydencja prymasa Polski Michała Poniatowskiego. Na początku budynek był parterowy, ale w późniejszych latach dobudowano jeszcze dwa piętra, przez kolejnego właściciela.
Dworek ten, według legendy, był podczas bitwy grochowskiej, kwatera gen. J. Chłopickiego. W roku 1915, w dworku tym działała polska szkoła, w której Pola Gojawiczynska, uczyła pisać wiersze. 3 lata później znajdował się tam sierociniec. W 1924 obiekt ten wykupił Andrzej Wierzbicki, który to miejsce potem wyremontował. Podczas II wojny światowej, nie został strasznie uszkodzony, jednak został jeszcze raz wyremontowany, ale do chwili obecnej nie przechodził później żadnych restauracji.
Jak już wspomniałam ten obiekt jest w centrum parku, jednak na terenie samego dworku, także jest pełno zieleni. Jest, wiec mnóstwo miejsca do biegania. Korzystają z tego miejsca dzieci, uczęszczające do szkoły muzycznej im. Juliusza Zarębskiego, gdyż właśnie taka szkoła znajduję się w tej chwili na tym terenie. Przechodni, przechodzący przez Kwatery Głównej, mogą dosłyszeć piękne dźwięki wydobywające się z różnych instrumentów.
Humor na wiosnę
Humor na wiosnę.
Wiosna, las, ptaszki. Gawędzi student (po nieudanej sesji) z dziewczyną:
- Nie wiem, co się ze mną dzieje? Chciałbym ulecieć daleko - daleko, schować się głęboko - głęboko, zaszyć się gdzieś cicho - cicho. Czyżby to miłość?
- Nie, kolego. To zaczął się wiosenny pobór do wojska.
Sekretarka wchodzi do gabinetu:
- Panie dyrektorze, wiosna przyszła!
- Niech wejdzie!
Rozmawia dwóch kumpli:
- Popatrz Staszek, wiosna przyszła, ptaki świergolą, dzień w końcu dłuższy, wszystko kwitnie i spod ziemi wychodzi! - mówi jeden.
- Przestań! Miesiąc temu teściową pochowałem...
Mąż do żony:
- Wiosna przyszła, taka piękna pogoda, a ty męczysz się myciem podłóg. Wyszłabyś lepiej na dwór i umyła samochód...
Biedronka pyta stonogi:
- Czemu nie byłaś w tym roku na lodowisku??
A stonoga na to:
- Zanim założyłam łyżwy nadeszła wiosna...
Zima. Dwa jelenie stoją na paśniku i żują ospale siano nałożone tu przez gajowego. W pewnej chwili jeden z jeleni mówi:
- Chciałbym, żeby już była wiosna.
- Tak ci mróz doskwiera?
- Nie, tylko już mi obrzydło to stołówkowe jedzenie!
Jedna jaskółka mówi do drugiej:
- Dziś będzie padał deszcz.
- Dlaczego tak sądzisz?
- Bo ludzie się na nas patrzą.
Przychodzi mała żabka do mamy żaby i pyta się:
- Mamo jak ja się znalazłam na świecie?
Na co mama żaba odpowiada:
- Nie uwierzysz ale przyniósł Cię bocian.
Biedronka, żuk i stonoga umówili się na naradę na starym dębie.
Biedronka i żuczek przyszli punktualnie. Stonoga spóźnia się.
Minęły już dwie godziny. Biedronka zdenerwowana chce już iść do domu.
Otwiera drzwi, a tu stonoga.
- Gdzie się podziewałaś?! - pyta żuk.
- Nad drzwiami jest napisane, aby wytrzeć nogi...
Wiosna, las, ptaszki. Gawędzi student (po nieudanej sesji) z dziewczyną:
- Nie wiem, co się ze mną dzieje? Chciałbym ulecieć daleko - daleko, schować się głęboko - głęboko, zaszyć się gdzieś cicho - cicho. Czyżby to miłość?
- Nie, kolego. To zaczął się wiosenny pobór do wojska.
Sekretarka wchodzi do gabinetu:
- Panie dyrektorze, wiosna przyszła!
- Niech wejdzie!
Rozmawia dwóch kumpli:
- Popatrz Staszek, wiosna przyszła, ptaki świergolą, dzień w końcu dłuższy, wszystko kwitnie i spod ziemi wychodzi! - mówi jeden.
- Przestań! Miesiąc temu teściową pochowałem...
Mąż do żony:
- Wiosna przyszła, taka piękna pogoda, a ty męczysz się myciem podłóg. Wyszłabyś lepiej na dwór i umyła samochód...
Biedronka pyta stonogi:
- Czemu nie byłaś w tym roku na lodowisku??
A stonoga na to:
- Zanim założyłam łyżwy nadeszła wiosna...
Zima. Dwa jelenie stoją na paśniku i żują ospale siano nałożone tu przez gajowego. W pewnej chwili jeden z jeleni mówi:
- Chciałbym, żeby już była wiosna.
- Tak ci mróz doskwiera?
- Nie, tylko już mi obrzydło to stołówkowe jedzenie!
Jedna jaskółka mówi do drugiej:
- Dziś będzie padał deszcz.
- Dlaczego tak sądzisz?
- Bo ludzie się na nas patrzą.
Przychodzi mała żabka do mamy żaby i pyta się:
- Mamo jak ja się znalazłam na świecie?
Na co mama żaba odpowiada:
- Nie uwierzysz ale przyniósł Cię bocian.
Biedronka, żuk i stonoga umówili się na naradę na starym dębie.
Biedronka i żuczek przyszli punktualnie. Stonoga spóźnia się.
Minęły już dwie godziny. Biedronka zdenerwowana chce już iść do domu.
Otwiera drzwi, a tu stonoga.
- Gdzie się podziewałaś?! - pyta żuk.
- Nad drzwiami jest napisane, aby wytrzeć nogi...
Dzień otwarty
Dzień otwarty.
Dnia 28 marca 2011r. nasza szkoła miała przyjemność zorganizować dzień otwarty, na którym przyszli absolwenci szkół podstawowych mogli zapoznać się z ofertą przygotowaną na rok szkolny 2011/2012. W godzinach 17.30-19.00 można było nas odwiedzić.
Jak zawsze staraliśmy się zapewnić naszym gościom miłą i przyjazną atmosferę. Pani Dyrektor zapoznała rodziców z wymaganiami szkoły. Mieli oni też okazję porozmawiać z nauczycielami czy z przyszłymi wychowawcami klas. Uczniowie klas 2b i 3b nadzorowali wszystko i pilnowali by wszystko szło sprawnie, oprowadzali po budynku pokazując poszczególne elementy takie jak sala gimnastyczna, siłownia, sala biologiczna czy sale językowe.
Mamy nadzieję, że opowieści o szkole zachęcą szóstoklasistów do nauki w Gimnazjum nr 27. Osoby, które nie były obecne na dniu otwartym mogą zapoznać się z ofertą na stronie naszej szkoły ( www.gimnazjum27.edupage.org ) w zakładce "rekrutacja".
Planowane oddziały na rok szkolny 2011/2012:
1. Klasa sportowa z obowiązkowym językiem angielskim oraz dodatkowym obowiązkowym niemieckim. 10 godzin wychowania fizycznego w tygodniu.
2. Klasa dwujęzyczna z rozszerzonym angielskim oraz dodatkowym obowiązkowym niemieckim. 5 godzin języka angielskiego w tygodniu, część przedmiotów nauczana dwujęzycznie (po polsku i po angielsku)
3. Klasa ogólna z obowiązkowym językiem angielskim i francuskim.
4. Klasa ogólna z obowiązkowym językiem angielskim i niemieckim.
Terminarz i podanie są dostępne do pobrania na stronie internetowej.
Dnia 28 marca 2011r. nasza szkoła miała przyjemność zorganizować dzień otwarty, na którym przyszli absolwenci szkół podstawowych mogli zapoznać się z ofertą przygotowaną na rok szkolny 2011/2012. W godzinach 17.30-19.00 można było nas odwiedzić.
Jak zawsze staraliśmy się zapewnić naszym gościom miłą i przyjazną atmosferę. Pani Dyrektor zapoznała rodziców z wymaganiami szkoły. Mieli oni też okazję porozmawiać z nauczycielami czy z przyszłymi wychowawcami klas. Uczniowie klas 2b i 3b nadzorowali wszystko i pilnowali by wszystko szło sprawnie, oprowadzali po budynku pokazując poszczególne elementy takie jak sala gimnastyczna, siłownia, sala biologiczna czy sale językowe.
Mamy nadzieję, że opowieści o szkole zachęcą szóstoklasistów do nauki w Gimnazjum nr 27. Osoby, które nie były obecne na dniu otwartym mogą zapoznać się z ofertą na stronie naszej szkoły ( www.gimnazjum27.edupage.org ) w zakładce "rekrutacja".
Planowane oddziały na rok szkolny 2011/2012:
1. Klasa sportowa z obowiązkowym językiem angielskim oraz dodatkowym obowiązkowym niemieckim. 10 godzin wychowania fizycznego w tygodniu.
2. Klasa dwujęzyczna z rozszerzonym angielskim oraz dodatkowym obowiązkowym niemieckim. 5 godzin języka angielskiego w tygodniu, część przedmiotów nauczana dwujęzycznie (po polsku i po angielsku)
3. Klasa ogólna z obowiązkowym językiem angielskim i francuskim.
4. Klasa ogólna z obowiązkowym językiem angielskim i niemieckim.
Terminarz i podanie są dostępne do pobrania na stronie internetowej.
Recenzja

Wyobraźcie sobie świat, w którym macie po czternaście, albo i mniej lat. Nagle w jednej chwili znikają wszyscy dorośli i ci, którzy skończyli piętnaście lat. Zostajecie odcięci od wszelkich środków masowego przekazu czy komunikacji. Internet nie działa, w telewizji brak sygnału, w telefonie głucho...
Co byście zrobili na ich miejscu? Wpadli w panikę, cieszyli się a może jeszcze coś innego?
Oprócz tego niektórzy zostają obdarzeni niezwykłymi zdolnościami, które narzuca im świat zwany ETAPEM. To wbrew pozorom straszne miejsce, w którym nie chcielibyście się znaleźć...
Ale ciekawość kusi, nieprawdaż? Jeśli naprawdę nie lubisz czytać, męczy cię to, to spróbuj zacząć od tej książki. To typowy młodzieżowy thriller, ja przeczytałam ją przez dwie noce i nie żałuję. Okładka, choć może wydawać się przesłodzona skrywa drzwi do fantastycznej przygody wraz z Samem, Astrid, Quinnem i innymi.
Świat stworzony przez Michaela Granta zachwycił nawet samego mistrza – Stephena Kinga. Gorąco polecam.
Tytuł: Gone. Zniknęli Faza I: Niepokój
Podtytuł: Faza I: Niepokój
Autor: Grant Michael
Wstęp
Witamy w nowym numerze G27. Wiosna nadchodzi i czuć to w każdym podmuchu wiatru i promieniu słońca. Dzień wydłuża się i powoli wybudzamy się z zimowego snu. Postanowiliśmy nieco odświeżyć nasz miesięcznik.
W tym wydaniu szkolnej gazetki pragniemy Was zachęcić do bliższego spotkania z Pragą Południe. Jak zawsze będziecie mogli sprawdzić znajomość swojego angielskiego, francuskiego i niemieckiego. Czeka na Was wywiad z Panem Burmistrzem naszej dzielnicy, przewodnik z ciekawymi zakątkami oraz konkurs.
Życzymy przyjemnej lektury i mamy nadzieję, że pogoda zachęci Was do wycieczek rowerowych.
Redakcja
W tym wydaniu szkolnej gazetki pragniemy Was zachęcić do bliższego spotkania z Pragą Południe. Jak zawsze będziecie mogli sprawdzić znajomość swojego angielskiego, francuskiego i niemieckiego. Czeka na Was wywiad z Panem Burmistrzem naszej dzielnicy, przewodnik z ciekawymi zakątkami oraz konkurs.
Życzymy przyjemnej lektury i mamy nadzieję, że pogoda zachęci Was do wycieczek rowerowych.
Redakcja
wtorek, 2 listopada 2010
Grzywy
Grzywy
Łąka zielona
pokryta rosą.
Jasne słońce wstaje
czesze grzywy
kare
rude
siwe
gniade
srokate.
Szelest
gdy kopyto drgnie i trawa zaszumi.
Czasem ciche prychnięcie…
Poranny spokój…
Świat dopiero się budzi…
Cisza.
Wtem
Jakiś hałas
dochodzi od strony stajni.
Wyciągnięte szyje,
czujne uszy nasłuchują…
Strach
miesza się
z ciekawością.
Przyspieszone oddechy,
nagle wielki huk…
Ułamek sekundy
spłoszone stado
ucieka…
Cwał.
Piękne sylwetki
nogi same pracują
rżenie
kopyta odbijają się od ziemi
zawrotne tempo
rozbryzgują rosę
rozwiane grzywy
kare
rude
siwe
gniade
i srokate…
(by Natta)
Łąka zielona
pokryta rosą.
Jasne słońce wstaje
czesze grzywy
kare
rude
siwe
gniade
srokate.
Szelest
gdy kopyto drgnie i trawa zaszumi.
Czasem ciche prychnięcie…
Poranny spokój…
Świat dopiero się budzi…
Cisza.
Wtem
Jakiś hałas
dochodzi od strony stajni.
Wyciągnięte szyje,
czujne uszy nasłuchują…
Strach
miesza się
z ciekawością.
Przyspieszone oddechy,
nagle wielki huk…
Ułamek sekundy
spłoszone stado
ucieka…
Cwał.
Piękne sylwetki
nogi same pracują
rżenie
kopyta odbijają się od ziemi
zawrotne tempo
rozbryzgują rosę
rozwiane grzywy
kare
rude
siwe
gniade
i srokate…
(by Natta)
wtorek, 26 października 2010
SPRAWOZDANIE Z OLIMPIADY SPECJALNEJ 2010
W poniedziałek, 20 września klasy: II b, II c oraz III b wybrały się na „Europejskie Letnie Igrzyska Olimpiad Specjalnych 2010”. Zebraliśmy się na pętli autobusowej na Gocławiu o godzinie 7:40. Wszyscy z entuzjazmem (bo nie było lekcji :-)) wsiedliśmy do autobusu linii 151 i pojechaliśmy na Torwar. Ze zniecierpliwieniem weszliśmy na halę główną i zajęliśmy miejsca w swoich sektorach.
Po półtoragodzinnym oczekiwaniu rozpoczęły się zawody w jeździe szybkiej na wrotkach. Wszyscy kibicowali. Było głośno a zarazem kolorowo, gdyż zabraliśmy ze sobą emblematy i rekwizyty dopingujące zawodników.
Imprezę uświetniły swoją obecnością znane osoby m. in. Radosław Sikorski. Ponieważ była to impreza międzynarodowa, oprócz Polaków uczestniczyli w niej zawodnicy z: Kazachstanu, Węgier, Niemiec i Rosji. Ok. godziny 13:00 nastąpiło rozdanie zwycięzcom medali i zakończenie.
Duże wrażenie zrobiła na mnie atmosfera panująca wśród zawodników. Uczestnicy swoją postawą, udowodnili nam, że oprócz rywalizacji ważna jest też dobra zabawa i pokonywanie własnych słabości. Każdy z nich może być dla nas wzorem do naśladowania.
LJ
Po półtoragodzinnym oczekiwaniu rozpoczęły się zawody w jeździe szybkiej na wrotkach. Wszyscy kibicowali. Było głośno a zarazem kolorowo, gdyż zabraliśmy ze sobą emblematy i rekwizyty dopingujące zawodników.
Imprezę uświetniły swoją obecnością znane osoby m. in. Radosław Sikorski. Ponieważ była to impreza międzynarodowa, oprócz Polaków uczestniczyli w niej zawodnicy z: Kazachstanu, Węgier, Niemiec i Rosji. Ok. godziny 13:00 nastąpiło rozdanie zwycięzcom medali i zakończenie.
Duże wrażenie zrobiła na mnie atmosfera panująca wśród zawodników. Uczestnicy swoją postawą, udowodnili nam, że oprócz rywalizacji ważna jest też dobra zabawa i pokonywanie własnych słabości. Każdy z nich może być dla nas wzorem do naśladowania.
LJ
piątek, 10 września 2010
ZNOWU W SZKOLE
Wszystko co dobre, szybko się kończy. Nawet się nie obejrzałam, a tu początek roku szkolnego.
Miło jest wrócić, spotkać znajomych z klasy, wymienić się wakacyjnymi wrażeniami. Tęskniłam już za spacerami nad jeziorkiem i pogaduszkami z dziewczynami. Ale każdy medal na dwie strony.
Drugą stroną jest powrót do nauki, obowiązków i szkolnych prac domowych.
Trudno jest wciągnąć się w wir pracy, gdy w głowie są wciąż żywe wspomnienia z wakacji – góry, lasy, jeziora, morze. A tu z dnia na dzień coraz więcej kartkówek, sprawdzianów i klasówek – o rety!
Dobre w tym wszystkim jest to, że znam swoich nauczycieli (bo to już druga klasa), wiem czego mogę się spodziewać i czego będą wymagać. Pocieszające jest również to, że można znaleźć ciekawe zajęcia pozaszkolne – kółko plastyczne, teatralne, gazetka... a co ja będę pisała, mnóstwo różnych innych zajęć dla każdego.
Czekają nas nie tylko nowe wyzwania, ale i wycieczki, imprezy, dyskoteki...
To wszystko sprawia, że chętnie chodzę do szkoły i ze zniecierpliwieniem oczekuję następnego dnia.
LJ
Miło jest wrócić, spotkać znajomych z klasy, wymienić się wakacyjnymi wrażeniami. Tęskniłam już za spacerami nad jeziorkiem i pogaduszkami z dziewczynami. Ale każdy medal na dwie strony.
Drugą stroną jest powrót do nauki, obowiązków i szkolnych prac domowych.
Trudno jest wciągnąć się w wir pracy, gdy w głowie są wciąż żywe wspomnienia z wakacji – góry, lasy, jeziora, morze. A tu z dnia na dzień coraz więcej kartkówek, sprawdzianów i klasówek – o rety!
Dobre w tym wszystkim jest to, że znam swoich nauczycieli (bo to już druga klasa), wiem czego mogę się spodziewać i czego będą wymagać. Pocieszające jest również to, że można znaleźć ciekawe zajęcia pozaszkolne – kółko plastyczne, teatralne, gazetka... a co ja będę pisała, mnóstwo różnych innych zajęć dla każdego.
Czekają nas nie tylko nowe wyzwania, ale i wycieczki, imprezy, dyskoteki...
To wszystko sprawia, że chętnie chodzę do szkoły i ze zniecierpliwieniem oczekuję następnego dnia.
LJ
wtorek, 25 maja 2010
Międzyszkolny Konkurs Gazetek Szkolnych 2010
Rano, mniej więcej kilka minut po ósmej, redakcja naszej Gazety Szkolnej udała się w stronę przystanku autobusowego. Po kilku minutach czekania, przyjechał właściwy autobus, który zawiózł nas na Grochów. Autobus był mały, a ludzi bardzo dużo, toteż w środku panował straszny ścisk. Po kilkunastu minutach niekomfortowej podróży dotarliśmy na miejsce.
Szkoła, w której miał odbyć się Międzyszkolny Konkurs Gazetek Szkolnych mieściła się niedaleko przystanku autobusowego, więc nie musieliśmy iść długo. Kiedy weszliśmy do budynku, spotkała nas przykra niespodzianka- nie umieszczono nas na liście uczestników. Nie takiego początku warsztatów się spodziewaliśmy, jednak całą sytuację uratował pan Dudkowski, wpisując nas na listę.
Udaliśmy się do szatni(tutaj warto zauważyć, że szatnia przypominała nieco szatnię w teatrze, ponieważ w zamian za ubranie dostawało się numerek, z którym później przychodziło się po odbiór odzienia). Gdy zdjęliśmy kurtki, poszliśmy na drugie piętro, gdzie czekały na nas rzędy krzeseł. Usiedliśmy w jednym z początkowych rzędów i czekaliśmy na kogokolwiek, kto swoim wystąpieniem rozpocząłby warsztaty. Na środek wyszły dwie dziewczyny w galowych strojach, które wygłosiły mowę powitalną. Gdy pojawił się dyrektor szkoły, powitaliśmy go oklaskami. Podziękował nam za przybycie oraz oznajmił, że nie pojawiły się dwie szkoły nie dotarły na wydarzenie. Zaprosił nas również na zajęcie fotograficzne oraz dziennikarskie.
Jako gimnazjaliści, wraz z innymi uczniami, udaliśmy się na warsztaty fotograficzne, które prowadził pan Jacek Suwała. Opowiedział nam pokrótce historię aparatu fotograficznego, a potem rozdał kilka albumów ze zdjęciami, które przeglądaliśmy z podziwem. Było tam naprawdę wiele świetnych zdjęć, nie tylko profesjonalistów, ale również uczennic pana Jacka Suwały. Po zakończeniu zajęć fotograficznych, udaliśmy się do sali obok.
Mężczyzna prowadzący, dziennikarz „Mieszkańca”, zaproponował, abyśmy napisali artykuł opowiadający o naszej szkole. Mieliśmy tam zawrzeć jej „plusy i minusy”. Nasz tekst udał się, był bardzo dowcipny.
Po zakończeniu warsztatów, udaliśmy się na poczęstunek, po którym dyrektor szkoły ogłosił wyniki Międzyszkolnego Konkursu Gazetek Szkolnych. Nasza Gazetka nie wygrała, jednak nasz wysiłek również został nagrodzony. Otrzymaliśmy wyróżnienie, a wraz z nim drobną nagrodę.
Na koniec udaliśmy się do szatni, by założyć kurtki i wracać do domu.
D
poniedziałek, 10 maja 2010
Gocławski Balaton

Jeziorko Balaton znajduje się naprzeciwko naszej szkoły.
Pierwszy akwen w tym miejscu powstał około 1925 roku ze spiętrzenia wód Kanału Gocławskiego, był dłuższy i wyglądał inaczej. Z czasem został zaniedbany, odrodził się około 1975 roku przez pogłębienie wykopów pod budynki, które miały powstać wzdłuż kanału Gocławskiego, jednak przesączająca się z kanału do zagłębienia woda uniemożliwiła budowę trzech budynków. Dziś jezioro zajmuje powierzchnię 2,64 ha, posiada połączenie poprzez kanał Gocławski, jezioro Gocławskie i kanał Wystawowy z systemem wodnym Parku Skaryszewskiego. Nazwa Balaton pochodzi od nazwy największego jeziora Węgier, u południowych podnóży Lasu Bakońskiego.
Wiele osób po szkole chodziło tam, by miło spędzić czas na świeżym powietrzu. To niestety teraz jest niemożliwe, bowiem od jesieni zeszłego roku wokół jeziorka trwają roboty.
Po zakończeniu prac, jeziorko pozostanie miejscem spotkań towarzyskich i będzie przychodziło tam jeszcze więcej osób w różnym wieku, bowiem władze planują wybudować kawiarnię, boisko do piłki nożnej, place zabaw dla dzieci w różnym wieku. Pojawią się również mostki, tarasy pod wodą, pomnik Kota Niezależnego czy różne aleje. To niby dobrze i wiele osób będzie zadowolonych z tej przemiany. Być może będą tam organizowane festyny czy jakieś występy, bo pojawi się estrada. Inni nie są zadowoleni z tłoku i faktu, że to nie będzie już to samo, ,,ich’’ jeziorko, ale być może zmienią jeszcze zdanie, gdy pojawi się piękna zieleń. Nadal przecież będzie można spędzić miło czas, a nawet jeszcze milej, bo pojawi się dużo atrakcji. Każdy znajdzie coś dla siebie.
Oto obrazek przedstawiający efekty pracy za pół roku:
czwartek, 6 maja 2010
Dlaczego nie mogę spojrzeć w lustro?
Coraz częściej możemy się spotkać z takim nurtującym pytaniem w naszej szkole, gdy po lekcji wychowania fizycznego zmęczone dziewczyny chcą poprawić makijaż i się uczesać, czy po prostu spojrzeć w lustro. Tymczasem nie mogą tego zrobić, gdyż go nie ma, więc mogą im pomóc tylko małe kieszonkowe lusterka, ale takie duże lustro jest o wiele lepsze.
Coś trzeba z tym zrobić...przecież nie do pomyślenia jest to, że dziewczyna nie może zwyczajnie poprawić swojego wyglądu po wf., nie ma jak, ponieważ kieszonkowe lusterka są za małe. Po co w ogóle łazienki przy szatniach żeńskich. skoro nie ma tam lustra. Lustro sporo znaczy dla nastolatki. Dlatego warto o tym pomyśleć, bo lustro to sprawa niezbędna w damskiej łazience.
Coś trzeba z tym zrobić...przecież nie do pomyślenia jest to, że dziewczyna nie może zwyczajnie poprawić swojego wyglądu po wf., nie ma jak, ponieważ kieszonkowe lusterka są za małe. Po co w ogóle łazienki przy szatniach żeńskich. skoro nie ma tam lustra. Lustro sporo znaczy dla nastolatki. Dlatego warto o tym pomyśleć, bo lustro to sprawa niezbędna w damskiej łazience.
środa, 5 maja 2010
Zimowe wakacje
W te ferie zimowe byłam w Zakopanem. Z reguły w wolne dni korzystam ze śniegu i jeżdżę na nartach. W tym roku było inaczej. Prawie w ogóle nie chciało mi się jeździć. Robiłam ciekawsze rzeczy.
Zima w górach jest piękna. Non stop wędrowałam i podziwiałam piękno przyrody. Głownie doliny, Chochołowską, Białego, Strążyską.
Może zacznę od Doliny Chochołowskiej. Po pierwsze jest piękna i bardzo długa. Do schroniska, w jedną stronę jest aż dziewięć kilometrów.
Nam to nie przeszkadzało, do doliny poszłam z siostrą i babcią. Pomimo mrozu i długiej drogi nie zrezygnowałyśmy ze spaceru.
Wyruszyłyśmy około jedenastej. Miałyśmy wielkie szczęście, gdyż była piękna pogoda. Widziałyśmy wszystkie góry. Na trasie było też dużo innych turystów( korzystali z pięknej pogody).
Podczas wędrówki oglądałyśmy niesamowite widoki(nigdy nie byłam w dolinie, jak jest słońce): zamarznięte wodospady, drzewa przysypane śniegowym puchem, aktywne potoki i strumienie. Było także dużo kuligów(biedne konie:)
Kiedy doszłyśmy do schroniska, była druga po południu. Byłyśmy odrobinę zmęczone, ale bardzo głodne. Zjadłyśmy, odpoczęłyśmy i obeszłyśmy schronisko. Po trzeciej zaczęłyśmy wracać. Po drodze odwiedziłyśmy kapliczkę, gdzie według legendy brał ślub Janosik. W drodze powrotnej było więcej widoków, ponieważ zachodziło powoli słońce i wszystko było tak pięknie oświetlone. Około piątej byłyśmy już przy parkingu. Zmarzłyśmy, zbliżał się wieczór.
I tak zakończyła się nasza wędrówka po Dolinie Chochołowskiej.
Kolejną, była Dolina Strążyska.
Dzień się zaczął normalnie. Wstałyśmy, babcia postanowiła, że zrobimy sobie spacer.
Tak jak poprzednio wyruszyłyśmy około jedenastej. Tym razem dziadek nas nie musiał podwozić, bo z naszego hotelu było dwadzieścia minut do parkingu przy wejściu na trasę. Przed dwunastą byłyśmy już na trasie. Nie było tam wielu turystów, gdyż ta dolina jest o wiele mniejsza od Doliny Chochołowskiej.
Zaczęłyśmy iść drogą pod Reglami. Stamtąd było widać trasę narciarską i Zakopane.
Droga była bardzo wąska i śliska, no ale przez pół godziny doszłyśmy do kasy biletowej przy wejściu do Doliny Kościeliskiej, gdzie było już więcej ludzi, nawet wycieczka szkolna.
Kupiłyśmy bilety i weszłyśmy na trasę. Do schroniska była godzina drogi.
Widoki w tej dolinie były zupełnie inne niż w Chochołowskiej. Nie było widać tylu szczytów, ponieważ las był bardzo wysoki. I tak było cudownie. Zamarznięte wodospady. Po oblodzonej skale wspinał się jakiś mężczyzna, oczywiście z zabezpieczeniem.
Po godzinie byłyśmy już w schronisku albo raczej przy. Schronisko było bardzo małe, ale bardzo przytulne.
Z schroniska było widać góry. Mnie i mojej siostrze spodobały się tak bardzo, że stwierdziłyśmy iż Dolina Strążyska jest najpiękniejsza.
Oczywiście zjadłyśmy, napiłyśmy się gorące czekolady.
Po godzinie zaczęłyśmy wracać. Jak szłyśmy do doliny, to miałyśmy jeszcze później iść do Zakopanego, ale byłyśmy już tak zmarznięte, że zadzwoniłyśmy do dziadka i wróciłyśmy do domu.
Ostatnią była dolina Białego
W tej dolinie miałyśmy najwięcej przygód. Wyszłyśmy o tej samej godzinie co zawsze. Przeszłyśmy drogą pod Reglami, tym razem dłużej, gdyż dolina białego była dalej. Tym razem nie dość, że było zimno, to jeszcze nic nie było widać. No ale poszłyśmy, bo był to nasz ostatni dzień w górach.
Tak jak poprzednio trzeba było trzeba kupić bilety. Kupiłyśmy i poszłyśmy.
Nasze plany były takie, przejść się kawałek doliną i wrócić.
Szłyśmy i szłyśmy. Ta dolina była inna niż pozostałe, bo szło się tak jakby wąwozami, niesamowite widoki. Dolina Białego została tak nazwana nie przez przypadek. Została tak nazwana, gdyż jak się patrzy na strumienie jest takie zjawisko białej wody(spód jest biały)
Szłyśmy już godzinę, kiedy babcia chciała wracać. Od razu się sprzeciwiłyśmy. Chciałyśmy iść dalej, gdyż z Doliny Białego można przejść do Doliny Strążyskiej. Po długich namowach babcia się w końcu zgodziła. No to zaczęłyśmy iść dalej. Im dalej tym ciężej, gdyż droga prowadziła cały czas w górę. Było stromo i ślisko, ale dałyśmy radę. Kiedy weszłyśmy na górę, trzeba było Jeszcze zejść, a droga była węższa, bardziej śliska. Dlatego wszystkie zjeżdżałyśmy w kuckach na butach, aż dojechałyśmy do schroniska. Kiedy je zobaczyłam byłam tak szczęśliwa, że się wzruszyłam. W schronisku zjadłyśmy i zaczęłyśmy wracać.
I tak się skończyły wędrówki po dolinach w tym roku.
J i M C
Zima w górach jest piękna. Non stop wędrowałam i podziwiałam piękno przyrody. Głownie doliny, Chochołowską, Białego, Strążyską.
Może zacznę od Doliny Chochołowskiej. Po pierwsze jest piękna i bardzo długa. Do schroniska, w jedną stronę jest aż dziewięć kilometrów.
Nam to nie przeszkadzało, do doliny poszłam z siostrą i babcią. Pomimo mrozu i długiej drogi nie zrezygnowałyśmy ze spaceru.
Wyruszyłyśmy około jedenastej. Miałyśmy wielkie szczęście, gdyż była piękna pogoda. Widziałyśmy wszystkie góry. Na trasie było też dużo innych turystów( korzystali z pięknej pogody).
Podczas wędrówki oglądałyśmy niesamowite widoki(nigdy nie byłam w dolinie, jak jest słońce): zamarznięte wodospady, drzewa przysypane śniegowym puchem, aktywne potoki i strumienie. Było także dużo kuligów(biedne konie:)
Kiedy doszłyśmy do schroniska, była druga po południu. Byłyśmy odrobinę zmęczone, ale bardzo głodne. Zjadłyśmy, odpoczęłyśmy i obeszłyśmy schronisko. Po trzeciej zaczęłyśmy wracać. Po drodze odwiedziłyśmy kapliczkę, gdzie według legendy brał ślub Janosik. W drodze powrotnej było więcej widoków, ponieważ zachodziło powoli słońce i wszystko było tak pięknie oświetlone. Około piątej byłyśmy już przy parkingu. Zmarzłyśmy, zbliżał się wieczór.
I tak zakończyła się nasza wędrówka po Dolinie Chochołowskiej.
Kolejną, była Dolina Strążyska.
Dzień się zaczął normalnie. Wstałyśmy, babcia postanowiła, że zrobimy sobie spacer.
Tak jak poprzednio wyruszyłyśmy około jedenastej. Tym razem dziadek nas nie musiał podwozić, bo z naszego hotelu było dwadzieścia minut do parkingu przy wejściu na trasę. Przed dwunastą byłyśmy już na trasie. Nie było tam wielu turystów, gdyż ta dolina jest o wiele mniejsza od Doliny Chochołowskiej.
Zaczęłyśmy iść drogą pod Reglami. Stamtąd było widać trasę narciarską i Zakopane.
Droga była bardzo wąska i śliska, no ale przez pół godziny doszłyśmy do kasy biletowej przy wejściu do Doliny Kościeliskiej, gdzie było już więcej ludzi, nawet wycieczka szkolna.
Kupiłyśmy bilety i weszłyśmy na trasę. Do schroniska była godzina drogi.
Widoki w tej dolinie były zupełnie inne niż w Chochołowskiej. Nie było widać tylu szczytów, ponieważ las był bardzo wysoki. I tak było cudownie. Zamarznięte wodospady. Po oblodzonej skale wspinał się jakiś mężczyzna, oczywiście z zabezpieczeniem.
Po godzinie byłyśmy już w schronisku albo raczej przy. Schronisko było bardzo małe, ale bardzo przytulne.
Z schroniska było widać góry. Mnie i mojej siostrze spodobały się tak bardzo, że stwierdziłyśmy iż Dolina Strążyska jest najpiękniejsza.
Oczywiście zjadłyśmy, napiłyśmy się gorące czekolady.
Po godzinie zaczęłyśmy wracać. Jak szłyśmy do doliny, to miałyśmy jeszcze później iść do Zakopanego, ale byłyśmy już tak zmarznięte, że zadzwoniłyśmy do dziadka i wróciłyśmy do domu.
Ostatnią była dolina Białego
W tej dolinie miałyśmy najwięcej przygód. Wyszłyśmy o tej samej godzinie co zawsze. Przeszłyśmy drogą pod Reglami, tym razem dłużej, gdyż dolina białego była dalej. Tym razem nie dość, że było zimno, to jeszcze nic nie było widać. No ale poszłyśmy, bo był to nasz ostatni dzień w górach.
Tak jak poprzednio trzeba było trzeba kupić bilety. Kupiłyśmy i poszłyśmy.
Nasze plany były takie, przejść się kawałek doliną i wrócić.
Szłyśmy i szłyśmy. Ta dolina była inna niż pozostałe, bo szło się tak jakby wąwozami, niesamowite widoki. Dolina Białego została tak nazwana nie przez przypadek. Została tak nazwana, gdyż jak się patrzy na strumienie jest takie zjawisko białej wody(spód jest biały)
Szłyśmy już godzinę, kiedy babcia chciała wracać. Od razu się sprzeciwiłyśmy. Chciałyśmy iść dalej, gdyż z Doliny Białego można przejść do Doliny Strążyskiej. Po długich namowach babcia się w końcu zgodziła. No to zaczęłyśmy iść dalej. Im dalej tym ciężej, gdyż droga prowadziła cały czas w górę. Było stromo i ślisko, ale dałyśmy radę. Kiedy weszłyśmy na górę, trzeba było Jeszcze zejść, a droga była węższa, bardziej śliska. Dlatego wszystkie zjeżdżałyśmy w kuckach na butach, aż dojechałyśmy do schroniska. Kiedy je zobaczyłam byłam tak szczęśliwa, że się wzruszyłam. W schronisku zjadłyśmy i zaczęłyśmy wracać.
I tak się skończyły wędrówki po dolinach w tym roku.
J i M C
niedziela, 25 kwietnia 2010
SPRAWA DZIEDZIŃCA
Od jakiegoś czasu zastanawiam się, po co jest ten dziedziniec szkolny, skoro jest on tak naprawdę niedostępny dla uczniów?
Rozmawiałam z wieloma uczniami naszej szkoły i stwierdzili, że przydałoby się takie miejsce w szkole, gdzie byłaby możliwość posiedzenia sobie na ławce, poplotkowania, pomarzenia trochę o zbliżających się wakacjach, czy po prostu zaczerpnięcia trochę świeżego powietrza i uwolnienia się od szkolnej monotonii, bo przecież jest tak piękna pogoda, że aż szkoda siedzieć wciąż w budynku. Najlepszym takim miejscem byłby właśnie dziedziniec szkolny.
Na zewnątrz mogłaby być ochrona i nauczycielski dyżur, żeby później nie okazywało się, że uczniowie uciekają przez niego ze szkoły na przerwach.
W sumie także i boisko powinno być dostępne na przerwach w ciepłe dni, aby można było pograć w siatkę czy kosza, lub posiedzieć sobie pod drzewem w cieniu. Najbardziej chodzi mi jednak o ten dziedziniec.
W wielu warszawskich gimnazjach są właśnie takie miejsca, gdzie podczas przerw można spędzać czas na powietrzu.
Fajnie by było, gdyby coś takiego było również i u nas.
Rozmawiałam z wieloma uczniami naszej szkoły i stwierdzili, że przydałoby się takie miejsce w szkole, gdzie byłaby możliwość posiedzenia sobie na ławce, poplotkowania, pomarzenia trochę o zbliżających się wakacjach, czy po prostu zaczerpnięcia trochę świeżego powietrza i uwolnienia się od szkolnej monotonii, bo przecież jest tak piękna pogoda, że aż szkoda siedzieć wciąż w budynku. Najlepszym takim miejscem byłby właśnie dziedziniec szkolny.
Na zewnątrz mogłaby być ochrona i nauczycielski dyżur, żeby później nie okazywało się, że uczniowie uciekają przez niego ze szkoły na przerwach.
W sumie także i boisko powinno być dostępne na przerwach w ciepłe dni, aby można było pograć w siatkę czy kosza, lub posiedzieć sobie pod drzewem w cieniu. Najbardziej chodzi mi jednak o ten dziedziniec.
W wielu warszawskich gimnazjach są właśnie takie miejsca, gdzie podczas przerw można spędzać czas na powietrzu.
Fajnie by było, gdyby coś takiego było również i u nas.
czwartek, 1 kwietnia 2010
Prima Aprilis
Prima Aprilis inaczej Dzień Żartów jest to obyczaj związany z pierwszym dniem kwietnia.
Polega on na robieniu żartów, celowym wprowadzaniu w błąd, konkurowaniu w próbach sprawienia, by inni uwierzyli w coś nieprawdziwego. Tego dnia w wielu mediach pojawiają się różne żartobliwe informacje. W Wielkiej Brytanii nazywany jest Dniem Głupca ("April Fool's Day" lub "All Fool's Day"), a we Francji Dniem Ryby. Zwyczaj ten pochodzi ze starożytnego Rzymu.
Grecy wiążą historię tego dnia z mitem o Demeter i Persefonie. Persefona miała zostać porwana do Hadesu na początku kwietnia. Matka Demeter, szukając jej, kierowała się echem głosu córki, ale echo ją zwiodło.
Chrześcijaństwo wiąże prima aprilis z Judaszem Iskariotą. Miał się on urodzić właśnie pierwszego kwietnia i dlatego dzień ów kojarzył się z kłamstwem, obłudą, fałszem i nieprawdą.
Jednak dziś ludzi kojarzą 1 kwietnia raczej miło. Pomimo wielu dowcipów i żartów śmieją się z siebie nawzajem, nie żywiąc urazy. Sama wiele razy nabierałam rodzinę i przyjaciół na drobne, raczej nieszkodzące rzeczy, sama tez byłam nabierana, jak to osoba kiedyś naiwna.
Prima Aprilis na świecie.
Geneza: W 1235 roku sobór we Francji ustanowił datę 25 marca jako "święto Zwiastowania". Pomimo, iż kalendarzowy 1. dzień nowego roku wypadał 1 stycznia, często, w wielu krajach np. Wielkiej Brytanii to właśnie dzień Zwiastowania NMP obchodzony był jako początek nowego roku. Prezenty noworoczne otrzymywano 1 kwietnia. Zwyczaj ten trwał do połowy szesnastego wieku czyli do reformy kalendarza. Obchodzono go w bardzo podobny sposób jak obecnie z przyjęciami i tańcami.
W roku 1562, papież Grzegorz XIII wprowadził nowy kalendarz dla świata chrześcijańskiego, nowy rok przypadał na pierwszy stycznia. Jednakże, byli ludzie, którzy nie słyszeli lub nie wierzyli w zmianę daty. Nadal obchodzili nowy rok pierwszego kwietnia. Inni w tym dniu robili im kawały i nazywali ich "kwietniowymi głupcami".
W krajach hiszpańskojęzycznych 28 grudnia obchodzony jest Día de los Santos Inocentes jako katolickie święto Dzień Niewiniątek. Jest on okazją do żartów i kawałów, jest odpowiednikiem prima aprilis.
Prima Aprilis w Polsce.
Obyczaj ten dotarł do Polski z Europy Zachodniej przez Niemcy w epoce nowożytnej. Upowszechnił się w Rzeczypospolitej w XVII w., w podobnej formie, w jakiej występuje do dzisiaj. Pierwszy kwietnia poświęcano opowiadaniu zmyślonych historii, robieniu przeróżnych dowcipów i naigrawaniu się z naiwnych, bądź nieostrożnych ludzi. Dzień ten uważano za niepoważny i starano się nie robić w nim żadnych ważnych rzeczy. Przeświadczenie to przeniknęło nawet do najwyższych kręgów państwowych – przykładowo sojusz antyturecki z Leopoldem I Habsburgiem podpisano 1 kwietnia 1683, ale antydatowano go na 31 marca, aby na dokumencie nie widniała data prima aprilis.
Z robieniem psikusów przez dzieci w wieku szkolnym związany był w niektórych regionach także 12 marca – dzień św. Grzegorza, patrona uczących się. Obyczaj ten nosił nazwę gregorianek lub gegołów.
Jednym z większych żartów Prima Aprilis był Jowiszowo-Plutonowy efekt grawitacyjny Patrick’a Moore’a dla stacji radiowej BBC.
1 kwietnia 1976 roku Moore ogłosił na antenie stacji radiowej, iż o godzinie 9:47 nastąpi koniunkcja dwóch planet, Jowisza i Plutona, którego skutki odczuwalne będą na całej Ziemi. Kiedy Pluton schowa się za Jowiszem, obie planety wytworzą niezwykle wielką siłę grawitacyjną, która zmniejszy grawitację ziemską. Jeśli słuchacze skoczyliby o tej godzinie, zaczęliby lewitować. Tuż po 9:47 setki słuchaczy zadzwoniło do radia, aby podzielić się swoimi wrażeniami z zaobserwowanego efektu Jowiszowo-Plutonowego. Wiele osób deklarowało, iż zaobserwowało znaczący spadek w sile grawitacji Ziemi. Jedna z kobiet nawet poinformowała stację, jakoby ona i jedenaścioro znajomych nagle uniosło się nad ziemią z krzesłami i zaczęło fruwać dookoła pokoju. Efekt przedstawiony przez Moore'a szybko został zdemaskowany jako żart prima-aprilisowy.
Jowisz posiada masę o dwa i pół razy większą niż wszystkie pozostałe planety Układu słonecznego razem wzięte, jednak niemożliwe jest by wytwarzana przez niego grawitacja znacząco wpłynęła na odczuwanie siły ciążenia na Ziemi.
A teraz Prima Aprilisowy dowcip…
Przed sądem oskarżony wyjaśnia, dlaczego zabił przechodnia:
- Jadę sobie spokojnie ulicą, nagle jakiś facet zatrzymuje mnie i mówi:
- Dawaj pieniądze!!
- Dlaczego? - pytam groźnie.
- Prima Aprilis!!
To ja mu naplułam w oko i mówię:
- Śmigus Dyngus!!
Wtedy on gasi papierosa na moim czole i mówi:
- Popielec!!
No więc ja go przydusiłem i mówię:
- Zaduszki!!
Polega on na robieniu żartów, celowym wprowadzaniu w błąd, konkurowaniu w próbach sprawienia, by inni uwierzyli w coś nieprawdziwego. Tego dnia w wielu mediach pojawiają się różne żartobliwe informacje. W Wielkiej Brytanii nazywany jest Dniem Głupca ("April Fool's Day" lub "All Fool's Day"), a we Francji Dniem Ryby. Zwyczaj ten pochodzi ze starożytnego Rzymu.
Grecy wiążą historię tego dnia z mitem o Demeter i Persefonie. Persefona miała zostać porwana do Hadesu na początku kwietnia. Matka Demeter, szukając jej, kierowała się echem głosu córki, ale echo ją zwiodło.
Chrześcijaństwo wiąże prima aprilis z Judaszem Iskariotą. Miał się on urodzić właśnie pierwszego kwietnia i dlatego dzień ów kojarzył się z kłamstwem, obłudą, fałszem i nieprawdą.
Jednak dziś ludzi kojarzą 1 kwietnia raczej miło. Pomimo wielu dowcipów i żartów śmieją się z siebie nawzajem, nie żywiąc urazy. Sama wiele razy nabierałam rodzinę i przyjaciół na drobne, raczej nieszkodzące rzeczy, sama tez byłam nabierana, jak to osoba kiedyś naiwna.
Prima Aprilis na świecie.
Geneza: W 1235 roku sobór we Francji ustanowił datę 25 marca jako "święto Zwiastowania". Pomimo, iż kalendarzowy 1. dzień nowego roku wypadał 1 stycznia, często, w wielu krajach np. Wielkiej Brytanii to właśnie dzień Zwiastowania NMP obchodzony był jako początek nowego roku. Prezenty noworoczne otrzymywano 1 kwietnia. Zwyczaj ten trwał do połowy szesnastego wieku czyli do reformy kalendarza. Obchodzono go w bardzo podobny sposób jak obecnie z przyjęciami i tańcami.
W roku 1562, papież Grzegorz XIII wprowadził nowy kalendarz dla świata chrześcijańskiego, nowy rok przypadał na pierwszy stycznia. Jednakże, byli ludzie, którzy nie słyszeli lub nie wierzyli w zmianę daty. Nadal obchodzili nowy rok pierwszego kwietnia. Inni w tym dniu robili im kawały i nazywali ich "kwietniowymi głupcami".
W krajach hiszpańskojęzycznych 28 grudnia obchodzony jest Día de los Santos Inocentes jako katolickie święto Dzień Niewiniątek. Jest on okazją do żartów i kawałów, jest odpowiednikiem prima aprilis.
Prima Aprilis w Polsce.
Obyczaj ten dotarł do Polski z Europy Zachodniej przez Niemcy w epoce nowożytnej. Upowszechnił się w Rzeczypospolitej w XVII w., w podobnej formie, w jakiej występuje do dzisiaj. Pierwszy kwietnia poświęcano opowiadaniu zmyślonych historii, robieniu przeróżnych dowcipów i naigrawaniu się z naiwnych, bądź nieostrożnych ludzi. Dzień ten uważano za niepoważny i starano się nie robić w nim żadnych ważnych rzeczy. Przeświadczenie to przeniknęło nawet do najwyższych kręgów państwowych – przykładowo sojusz antyturecki z Leopoldem I Habsburgiem podpisano 1 kwietnia 1683, ale antydatowano go na 31 marca, aby na dokumencie nie widniała data prima aprilis.
Z robieniem psikusów przez dzieci w wieku szkolnym związany był w niektórych regionach także 12 marca – dzień św. Grzegorza, patrona uczących się. Obyczaj ten nosił nazwę gregorianek lub gegołów.
Jednym z większych żartów Prima Aprilis był Jowiszowo-Plutonowy efekt grawitacyjny Patrick’a Moore’a dla stacji radiowej BBC.
1 kwietnia 1976 roku Moore ogłosił na antenie stacji radiowej, iż o godzinie 9:47 nastąpi koniunkcja dwóch planet, Jowisza i Plutona, którego skutki odczuwalne będą na całej Ziemi. Kiedy Pluton schowa się za Jowiszem, obie planety wytworzą niezwykle wielką siłę grawitacyjną, która zmniejszy grawitację ziemską. Jeśli słuchacze skoczyliby o tej godzinie, zaczęliby lewitować. Tuż po 9:47 setki słuchaczy zadzwoniło do radia, aby podzielić się swoimi wrażeniami z zaobserwowanego efektu Jowiszowo-Plutonowego. Wiele osób deklarowało, iż zaobserwowało znaczący spadek w sile grawitacji Ziemi. Jedna z kobiet nawet poinformowała stację, jakoby ona i jedenaścioro znajomych nagle uniosło się nad ziemią z krzesłami i zaczęło fruwać dookoła pokoju. Efekt przedstawiony przez Moore'a szybko został zdemaskowany jako żart prima-aprilisowy.
Jowisz posiada masę o dwa i pół razy większą niż wszystkie pozostałe planety Układu słonecznego razem wzięte, jednak niemożliwe jest by wytwarzana przez niego grawitacja znacząco wpłynęła na odczuwanie siły ciążenia na Ziemi.
A teraz Prima Aprilisowy dowcip…
Przed sądem oskarżony wyjaśnia, dlaczego zabił przechodnia:
- Jadę sobie spokojnie ulicą, nagle jakiś facet zatrzymuje mnie i mówi:
- Dawaj pieniądze!!
- Dlaczego? - pytam groźnie.
- Prima Aprilis!!
To ja mu naplułam w oko i mówię:
- Śmigus Dyngus!!
Wtedy on gasi papierosa na moim czole i mówi:
- Popielec!!
No więc ja go przydusiłem i mówię:
- Zaduszki!!
środa, 31 marca 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)


